Spór o falsyfikaty Andrzeja Wróblewskiego w Zachęcie

8 sierpnia 2016, by , Dodaj komentarz

Zaczęło się niewinnie.. Na wystawie „Zaraz po wojnie” prezentowanej w warszawskiej Zachęcie od 3 października 2015 do 10 stycznia 2016 pokazano między innymi kilkanaście dzieł Andrzeja Wróblewskiego.
Dwie nieznane do tej pory prace budzą szczególne zainteresowanie znawców. Według Jana Michalskiego, badacza twórczości artysty, prace te mogą być nieautentyczne. Krytyk podzielił się publicznie swoimi wątpliwościami podczas wykładu „Motywy buddyjskie i wizje zbawienia w sztuce AW” w Zderzaku, co wywołało żywą dyskusję.
indeks

Nieczęsto zdarza się by blisko 60 lat po śmierci artysty, na wystawie pojawiały się nagle nieznane, niekatalogowane wcześniej prace. Pojawienie się w Zachęcie „Chłopców z Posągami” – spełniających rolę niejako marketingowego „wabika” dla całej wystawy wywołało prawdziwą burzę, którą chronologicznie śledzić możecie TUTAJ.
Wobec odmownej odpowiedzi dyrektorki Zachęty na prośbę Jana Michalskiego o udostępnienie bliższych informacji mogących rozwiać wątpliwości na temat pochodzenia obrazów, krytyk kontynuował swoje dochodzenie przeprowadzając analizę formalną wizualnych detali obrazów.
Rezultatem jest pierwszy w dziejach krytyki artystycznej portret psychologiczny domniemanego fałszerza, który w całości drukujemy poniżej.
diagram 1 diagram3

Jan Michalski
PORTRET FAŁSZERZA
Autorstwo „Chłopców z Zachęty”

W celu ustalenia autorstwa prac przypisywanych Andrzejowi Wróblewskiemu, a
nazwanych „Chłopcami z Zachęty” od miejsca ich publicznego pojawienia się w
październiku 2015 roku, oparłem się na badaniu tego, co najistotniejsze: warsztatu
i stylu. Poddałem krytycznej analizie siedemnaście cech formalnych prac A i B:
rysunek, kompozycję, modelunek, światłocień, perspektywę, kolor, jednorodność
formalną, dekoracyjność, biegłość techniczną, szczegóły anatomiczne. Przyjrzałem
się bliżej ich poetyce. Komentarze przedstawiam na załączonych diagramach.
Ani jedna z tych siedemnastu cech nie odpowiada umiejętnościom technicznym,
kulturze pracy i charakterowi ręki autora „Rozstrzelań”. Wątpliwe, żeby takie błędy
warsztatowe i niechlujstwa mógł popełnić AW. Praca A jest sentymentalną szmirą,
poetyce pracy B brakuje koherencji. Na podstawie zdjęć trudno orzec czy użyto
pastelu olejnego, czy węgla, lecz obie techniki są nietypowe dla AW – pierwsza nie
występuje w ogóle, druga bardzo rzadko.

Moim zdaniem obie prace nie wyszły spod ręki Wróblewskiego. Zrobił je ktoś, kogo
cechują gorsze umiejętności techniczne i węższe horyzonty; włożył w nie sporo
pracy i pomysłowości. W przypadku tak dużej i różnorodnej grupy cech nie grają
roli argumenty typu „wyjątek od reguły” np.: AW nie rysował wnętrza małżowiny w
kształcie łezki, ale może raz jeden… Duża grupa cech składająca się z samych
wyjątków to po prostu inna praxis.

Wróblewski otrzymał staranne wykształcenie. Posiadał wysoką kulturę osobistą,
rozległą wiedzę humanistyczną i umiejętność samodoskonalenia. Wileńskie
środowisko artystyczne, w którym się wychował, pielęgnowało tradycje klasyczne i
kult disegno, wyniesione przez Ludomira Slendzińskiego ze studiów w pracowni
Kardowskiego na Akademii w Petersburgu. Neoklasyków cechował pietyzm
warsztatowy, intelektualizm i stoicki dystans do świata. Niechlujstwo wykonania i
niejednorodność formalna były nie do pomyślenia. Mimo że założenia estetyczne
Wróblewskiego były nieporównanie szersze, a styl jego prac brutalistyczny, nawyki
rodzinnego środowiska zostały mu wpojone na całe życie. Jak można było
pomyśleć, że takie nieudolności wyszły spod ręki takiego mistrza? Przecież jego
autorstwo można wykluczyć na podstawie samego tylko rysunku spodni…

Portret fałszerza
Kim jest autor „Chłopców z Zachęty”? Co możemy o nim powiedzieć na podstawie
analizy prac? Psychologia sztuki jest najdalszym przyczółkiem krytyki artystycznej.
Skorzystamy z niej, aby nakreślić portret psychologiczny fałszerza. Choć jest to
wyprawa w odległe rejony, nasze obserwacje i hipotezy nie wyjdą poza granice
krytyki, która, w rozumieniu piszącego te słowa, jest sztuką. Zajęciem właściwym
dla sztuki jest sporządzanie portretów.
Fałszerz dał próbkę swojego pisma – „Chłopcy z Zachęty” są świadectwem jego
umiejętności warsztatowych, wyrobienia estetycznego, temperamentu i stosunku
do drugiej osoby. I choć podszywanie się pod kogo innego jest naganne, i osoba,
która to robi, narusza prawo, jej portret nie może być jednowymiarowy. Analiza
formalno-warsztatowa, którą wykonaliśmy, ma sens pozytywny. Aby portret był
pełny, należy uznać, że mamy do czynienia z twórczością nieznanej nam osoby. W
obu pracach postaramy się więc doszukać śladów twórczości na właściwym dla
niej poziomie kultury – od ujęcia tematu do wyrazu emocjonalnego. Dopiero gdy
uzyskamy i cień i światło, zarysuje się przed nami osobowość fałszerza.

1. Sprawcy
Rzut oka na obie prace wykazuje rozbieżności ręki. Naszym zdaniem wykonały je
dwie osoby. Lecz plan ideowy nakreślił ktoś trzeci – zleceniodawca. Był wysokiego
wzrostu, tyle możemy o nim powiedzieć. To on zrobił zdjęcia odlewu posągu Gudei
na krakowskiej Akademii i powiedział co ma być namalowane. Był osobą bystrą,
kulturalną i dobrze znającą rynek. Zleceniodawcę nazwijmy Z, a wykonawców
nazwijmy W1 i W2. W2 wykonał podmalówki tła, obrysy i spodnie na pracy B, W1
całą resztę roboty na B i A.

2. Następstwo zdarzeń
Z analizy prac możemy wyciągnąć pewne wnioski co do następstwa zdarzeń.
Nasza hipoteza jest następująca: a. Z sfotografował posąg na korytarzu Akademii i
zlecił W1 wykonanie fałszywej pracy Wróblewskiego z typowymi dla jego sztuki
motywami – posągiem i chłopcem. To on był pomysłodawcą fałszerstwa.
b. W1 i W2 wykonali najpierw pracę B, na której W1 wrysował chłopcu nos, oczy i
usta w owal twarzy, wzorując się na nieukończonym portrecie z odwrocia obrazu
„Chłopiec na żółtym tle” z 1956 roku. Praca B spotkała się jednak z krytyką ze
strony Z i samego W1. Przedmiotem krytyki Z była głównie strona warsztatowa,
czyli udział w całym przedsięwzięciu W2.
c. W1 wziął sobie do serca uwagi Z i samodzielnie wykonał drugą pracę, na której
posąg jest kobietą. W2 dostał od W1 zgodę tylko na pomalowanie spodni chłopca.
W ten sposób równowaga ich związku została zachowana. Albowiem W1 i W2 są
parą artystów. To ona i on. W pracy A W1 najpierw narysowała chłopca z
pochyloną głową, a potem posąg. Zmieniła mu płeć, obmyślając temat utworu –
sierocie dała matkę. W tym celu posłużyła się innym zdjęciem posągu, które
wykonał Z. Jej obojętność co do osoby historycznej jaką przedstawia posąg,
potwierdza hipotezę o istnieniu Z. W1 nie fotografowałaby obiektu, który byłby jej
obojętny. Ważne dla niej było tylko, że jest bez głowy.

3. Tematyka prac
Obie prace są czymś więcej niż studium modela wykonanym w ramach ćwiczeń na
uczelni. To W1 wymyśliła ich tematy i sprecyzowała poetykę pracy A na miarę
swoich upodobań. Tematy te przedstawiały się następująco: „Żydowskie dziecko
oskarża” (B), „Sierota z duchem matki” (A).
Aby spełnić warunki Z, W1 wykorzystała widowiskowe motywy z obrazów AW:
bezgłową postać, przeraźliwą twarz z niedokończonego obrazu, zabitą matkę z
synem, sieroctwo. I przerysowała je, co jest pospolitym błędem fałszerzy
starających się o prawdę wyrazu, a nawet o poufałość z ofiarą. Do czerwonych
włosów chłopca dochodzi zatem spojrzenie spod oka, a jego sylwetka styka się z
łokciem posągu; pracę B cechuje groteskowa przesada. Natomiast poetyka pracy
A, wariant rzewnej ballady o duchach, zbyt odbiega od surowej powagi utworów z
kręgu Rozstrzelań; wywołuje to komiczny dysonans. Fałszerz, podobnie jak
zaangażowany krytyk, ma skłonności do przesady. W1 miała do dyspozycji dwa
typowe motywy AW – posąg i chłopca, ale od siebie dodała jeszcze trzeci – matkę.
Pozostawiła ślad na miejscu przestępstwa – nieświadomy pleonazm.
Fałszerz jest dzieckiem swojej epoki, w związku z czym jego podróbki robią
wrażenie jedynie na współczesnych, potem naleciałości czasu stają się widoczne i
demaskują go u potomnych. Jaka epoka przebija w obu pracach? Widoczne są
dwie: jedna w warsztatcie, druga w temacie. W latach 80., w okresie inwazji
„nowych dzikich”, chlastano pędzlem na prawo i lewo. To przypuszczalnie wtedy
zaczynał życie zawodowe W2. Natomiast tematy prac bliższe są czasom, w których
„pamięć historyczna” i „płeć kulturowa” stały się treścią polityki.
Chcąc nadać Rozstrzelaniom rezonans, AW sięgnął do rudymentów wyobraźni
zbiorowej: opowieści o więzach, których śmierć nie niszczy, o obcowaniu żywych i
umarłych. Styl jego obrazów balansował od wiejskiego monidła i upiornych
meksykańskich murales do Chagalla i Picassa błękitnego uproszczonych wedle
potrzeby. Obrazy opowiadały o śmierci masowej, dlatego AW starał się o typizację,
ogólnikowość i fotograficzny kadraż. Nie wydaje się, żeby fałszerz to chwytał.

4. Wyraz emocjonalny
Zmiana płci posągu to klucz do wyjaśnienia zagadki fałszerstwa „Chłopców z
Zachęty”. Kluczowe dla śledztwa pytanie – kto wpadł na pomysł, żeby z Gudei
zrobić kobietę? – ma związek z dziecięcym erotyzmem jakim przesycone są obie
prace. W sztuce AW nie występuje motyw transseksualizmu. Występuje co prawda
hermafrodyta, lecz to awatar Buddy, niemający nic wspólnego z Gudeą z Lagasz.
Nie ma też dziecięcego erotyzmu: rozwartych oczu, pełnych słodyczy warg, uszu
odstających, rączek złożonych w kółeczku na łonie. Cechy charakteru AW:
męskość, silna wola, decyzjonizm, odwaga, samokrytycyzm, poczucie humoru,
wykluczały rozlazłość, czułostkowość, zatarcie cech męskich na rzecz kobiecych,
takich jak krągłe biodra Gudei, wypięta pupa chłopca, „usteczka jak z żurnala”,
wnętrza uszu rysowane w kształcie łezki.
W moim przekonaniu ta sama osoba, która zmieniła płeć Gudei, wprowadziła
elementy dziecięcej erotyki. Wyniknęło to z nadmiaru płytkiej uczuciowości. Wyrazu
emocjonalnego tych prac nie sposób powiązać z osobą AW.

5. Wyobraźnia symboliczna
Fałszerz dokonuje transpozycji oryginalnej twórczości na swój system wyobrażeń.
W cudzych dekoracjach urządza własny teatrzyk. Kontaminuje podobne na oko,
lecz odmienne znaczeniowo motywy uszkodzonego posągu i postaci kadrowanej
od szyi w dół. Utwory jego ręki nie wyglądają na dzieła klasyka, który miał słabszy
dzień, lecz na wyroby klasy B z gatunku o cechach pastiszu – zamiast Rozstrzelań
mamy Rozstrzelania z dreszczykiem.
Wszystko, co da się powiedzieć o jego wyobraźni symbolicznej, czyli żyjącej w nim
podświadomości zbiorowej, sprowadza się do dwóch spostrzeżeń.
Po pierwsze, posąg Gudei gra w obu utworach całkiem inne role. W pracy B jest
kimś w rodzaju kapo o muskulaturze gladiatora. Wielkim łokciem dźga w chude
plecy chłopca o semickich rysach. W pracy A gra rolę ducha matki, prawie jak u
Grottgera. Biała zjawa jest projekcją sierocej tęsknoty młodego panicza. Gdyby nie
defekt anatomiczny, Gudea nie mógłby liczyć na angaż. Dostał go jako bezgłowe
monstrum, a nie jako władca sumeryjskiego miasta Lagasz. Dlaczego matka nie
ma głowy? Bo jej urwała bomba! A czemu nie ma jej kapo? Bo był potworem!
Potworem bez głowy? A może alegorią bezosobowych procesów historycznych?
Powstrzymamy się od dalszych pytań o sensowność obu utworów. Myśl, że AW
namalował pastisze Rozstrzelań, byłaby niemoralna. Choć niewątpliwie kusząca –
czysty idiotyzm jest jak podróż bez bagażu.
Po drugie, uderzający jest wyraz twarzy chłopca z pracy B. Jego rysy są zarazem
dziecinne i demoniczne, poważne i komiczne. Czyżby podobna ambiwalencja
cechowała wyobraźnię fałszerza? Nie można tego wykluczyć. Chrześcijańska
tradycja przedstawiania Żydów jako demonów sięga XIV wieku.

6. Osobowość fałszerza
Oboje mają przeszło sześćdziesiąt lat. W1 cierpi na astygmatyzm i nosi okulary. W2
jest szerszy w pasie niż w ramionach. W1 jest pasjonatką twórczości AW. Czasem
nawet śni jej się po nocach. Kiedy była młoda kupowała żurnale z wykrojami i
sama szyła sukienki i koszule. Teraz za słabo widzi, żeby to robić, nawet dla czystej
przyjemności. Czasem myśli, że hoduje W2 jak królika, ale odgania od siebie tę
myśl. Mordka trzęsie mu się na widok każdej butelki. Już jej to nie rozrzewnia.
Musiała się wstydzić za tego ćwoka, pardon, królika, który poleciał po bandzie i to
akurat kiedy poszła do kina z koleżanką, raz na ruski czas. Ambicjoner, łap za
pędzel i dawaj! Namalowała drugiego Chłopca. Tym razem ładnie, starannie
wykończyła tę pracę. Wyszły jej różne rzeczy o jakich nawet by nie pomyślała. Po
prostu miała swój dzień, Jezus stał przy niej. I babcia Alusia. Potem przyśnił jej się
AW. Był zadowolony, pogratulował. Błyszczały mu oczy.
Czyta wszystko na temat AW i swojego debiutu w jego roli. Przeczytała odpowiedź
dyrektorki Zachęty na list otwarty tego jak mu tam Michalskiego. Trzymając się płotu
odpędziły niezależnego krytyka, chcącego opisać Chłopców. Hasta mañana, bywaj
zdrów, nie wiesz nic! Wcale jej się to nie podobało. Włożyła kawał serca w tę
robotę. Przepłakała nad nią całe noce. I nie po to, żeby ludziska nie mogli jej się
maksdokładnie przypatrzeć.
Jan Michalski,
Odargowo, 26.7.16


Tagi:
W kategorii:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *